wtorek, 15 października 2013

The Mayor of Cheltenham...




The Mayor of Cheltenham…

Jednym z punktów programu było spotkanie z burmistrzem miasta Cheltenham. Obecnie burmistrzem jest pani Wendy Flynn. Mieliśmy okazję obejrzeć salę obrad, pani burmistrz opowiedziała nam o swojej pracy, o wyborach burmistrza,  także zabrała nas na krótką wycieczkę po swoim biurze ;-)

Okazuje się, że Cheltenham ma swoje partnerskie miasta na całym świecie – twin towns – z którymi współpracuje: Göttingen - Niemcy, Annecy - Francja, Sochi - Rosja, Cheltenham, Pennsylvania,USA oraz Weihai - Chiny. 

 Cheltenham arms of insignia Herb miasta - można w nim dostrzeć gołębie - pisała już o tym, że w Cheltenham znajdują się mineralne wody o zdrowotnych właściwościach. A wszystko zaczęło się właśnie od gołębi, które dziobały w ziemi w pewnym konkretnym miejscu. Ludzie zaczęli więc interesować się ta kwestią a potem odkryto źródła. Kolejno w herbie odnajdziemy dąb - jako że miasto słynie z alejek wzdłuż których rosną drzewa dębu oraz motto "Salubritas et Erudito", czyli "Zdrowie i Nauka" ze względu na to, że Cheltenham jest dość prężnie działającym ośrodkiem edukacyjnym i rekreacyjnym. 


Sala obrad.



Pani Wendy Flynn.

 Biuro pani Burmistrz.


Podobno mieszkańcy miasta często 'wpadają' na kawę do pani Burmistrz ;-)

 'Atak' nauczycielek z całego świata ;-)

Zdjęcia poprzednich burmistrzów miasta Cheltenham.


In the future ... ? ;-) - Chyba jednak nie - wracam do Polski ;-)



poniedziałek, 14 października 2013

Chestnut trees and conkers ...



Chestnut trees and conkers ...

Wychodząc dziś z zajęć ucięłam sobie bardzo miłą pogawędkę z dziewięciolatką, której mama pracuje w recepcji szkoły, w której odbywają się nasze zajęcia.
Z sali wyszła grupa dorosłych ludzie a to dziecko zaczepiało niemalże każdą osobę zwracając się z pytaniem czy nie mamy ochoty wesprzeć jej akcji. W koszyczku leżały kasztany – you can get each for only 1 penny – przekonywała i w zasadzie każdy coś dorzucił.
Okazało się, że jest to jakaś szersza akcja, w której to właśnie dzieci stają się głównymi  sprawcami ‘dobrych uczynków’. Zbierają kasztany, które sprzedają za ‘przysłowiowy’ grosz – pieniądze są przeznaczone na konto osieroconych dzieci, pogrążonych w smutku po utracie najbliższych.
Kolejny przykład tego jak bardzo można zaangażować się w sprawy lokalnej społeczności, właściwie już najmłodsi mieszkańcy podejmują się takich inicjatyw.
Plakaty, oczywiście wykonane przez małą bohaterkę ;-)






Visiting Cardiff…



Visiting Cardiff…

Tak więc już niedziela – ponownie deszczowa, pogoda w sam raz na wycieczkę po Cardiff ;-) - stolicy Wali.
Z Cheltenham pociągiem do Cardiff to około 1,5 godziny.
Na dworcu spotykamy się większą grupą i wszyscy mają głęboką NADZIEJĘ, że pogoda będzie dla nas łaskawa – niestety, miałam wrażenie że w Walii przywitał nas jeszcze większy  deszcz. Trudno więc zwiedzać, słuchać przewodnika (a raczej urządzenia-przewodnika), trzymać parasolkę i robić zdjęcia ;-) Sprawą priorytetową był oczywiście zamek w Cardiff, położy w zasadzie w centrum miasta. Gdyby nie deszcz myślę, że moglibyśmy zostać tam dłużej. Zamek jest położony w pięknym parku. Patrząc na stare mury zamku nie sposób nie przenieść się w historii prawie 2000 lat wstecz. Miejsce zamku – strategiczne, miało zapewnić łatwy dostęp do morza. 
Przez wiele wieków zamek był w posiadaniu wielu właścicieli. W latach 1867 - 1881 Wiliama Burgesa gruntownie przebudował zamek. Stworzone wówczas pełne przepychu i stylizowane na gotyk wnętrza wież, z licznymi złoceniami, witrażami, marmurami i malowidłami można podziwiać do dziś. Każda komnata to jakiś motyw - pomieszczenia w stylu ogrodów śródziemnomorskich, w stylu włoskim czy arabskim. Centralnym punktem zamku jest pochodząca z XII wieku baszta normańska, stamtąd rozciąga się wspaniały widok na całe miasto. 
To tak pokrótce. Wytrwali, którzy weszli na wieżę mogli nacieszyć się wspaniałymi widokami – piekna panorama miasta - oczywiście w deszczu ;-). 
Pomimo tej wspaniałej pogody - udało mi się zrobić kilka zdjęć:



 To Rzymianie dali początek miastu Cardiff. Potem nastały czasy Normanów,  
ta okrągła baszta jest pamiątką po nich.
Z baszty powiewa charakterystyczna walijska flaga z czerwonym smokiem.


 W oddali widać stadion w Cardiff - The Millennium Stadium -  miejsce min. wielu koncertów. 
Jak się okazuje jest drugim co do wielkości stadionem na świecie z zamykanym dachem.




niedziela, 13 października 2013

When it’s raining cats and dogs …



When it’s raining cats and dogs …

Przepraszam wszystkich, którzy systematycznie śledzą mój blog – niestety w dalszym ciągu nie mogę uporać się z Internetem – choć jest to chyba problem mojego komputera niż samego łącza. Gdy więc nadarza się jakaś okazja – szybko ‘nadrabiam’ zaległości.
Sobota. Zazwyczaj kojarzy się z czymś przyjemnym – odpoczynek, dobra książka i ciepła herbatka, bez pośpiechu i porannego wstawania. Niestety nie zaznałam tego uczucia tutaj, wszystko po prostu pędzi, zajęcia i przerwy lecą bardzo szybko, jeśli jest coś po południu trzeba się mocno postarać, żeby zdążyć wszędzie na czas. Zazwyczaj chodzimy, nie zawsze jest możliwość żeby ‘złapać’ autobus.
Sobota była dniem spędzonym w Stratford-upon-Avon czyli miejsce, w którym urodził się i mieszkał William Shakespeare. W deszczu (można śmiało powiedzieć że it was raining cats and dogs) wyjechaliśmy z Cheltenham. W drodze do Stratford mijaliśmy kilka małych, naprawdę malowniczych miejscowości (Cotswold villages – cots – sheep, wold-hill) z wąskimi uliczkami, starymi angielskimi domami, małe miasteczko Broadway - jak sama nazwa mówi – nieco szersze uliczki z domami z XVI w., dawniej miejsce gdzie odbywał się targ na którym handlowano owcami. Niestety cały czas w deszczu i nie za wiele można było dostrzec przez okna autobusu.
Po drodze zatrzymaliśmy się w miejscu gdzie znajduje się dom Anne Hathaway’s (Cottage & Garden) – żony Shakespear’a. Właściwie obejrzeliśmy wszystko powierzchownie – czas nie za bardzo pozwalał na dłuższe zwiedzanie.
W Stratford oczywiście wszyscy popędzili do miejsca urodzenia Szekspira. Już o 13.15 zaczynała się sztuka w teatrze Swan – sztuk wystawiana przez aktorów z Royal Shakespeare Company. Tak więc pierwszy raz w życiu miałam okazję być w teatrze szekspirowskim, widzieć aktorów z bardzo bliska (II rząd ;-) ). Sztuka nieco eksperymentalna, niesamowite efekty specjalne na naprawdę małej kameralnej scenie, aktorzy, którzy rozmawiają z widownią, są jakby jej częścią. Niestety nie mam zdjęć – wszędzie zakazy.
W drodze powrotnej wreszcie przestało padać i mogliśmy się zatrzymać w Broadway aby zrobić kilka fotek. Poniżej zamieszczam kilka zdjęć:

Dom Szekspira – właściwie od strony ulicy (dostępnej dla wszystkich) nie ma tutaj żadnej tabliczki, która sygnalizowałaby co to za miejsce. Po czym można rozpoznać miejsce? Oczywiście tłumy turystów, wycieczek. Tak więc zza zakrętu wychodzisz na główną ulicę i już wiesz że to tu ;-) Dom można oczywiście zwiedzić – za jedyne £ 15 ;-)

                                              Dom Anny Hathaway i ogrody wokół domu.


 Przed teatrem.
.


Na ulicach Stratford - księgarnia, dom, w którym urodził się Szekspir - jak widać jest tu wciąż całkiem popularny ;-)


Taka to muzyka wybrzmiewała w tym oto miejscu :-) - jak się okazuje utwór nosi tytuł Greensleeves i jest to angielska piosenka ludowa, którą prawdopodobnie stworzył Henry VIII 
dla swojej przyszłej żony Anny Boleyn   



 Rzeka Avon, przy której położony jest budynek teatru, przepływa przez miasto dodając mu swoistego uroku. Generalnie miasto wygląda naprawdę przyjemnie, trochę jakby czas się tu trochę zatrzymał…


 Przed sztuką mogliśmy obejrzeć wystawę różnorodnych strojów – 
niektóre z nich można było nawet przymierzać ;-)




 Dressing up box – czyli miejsce, gdzie każdy może poczuć się jak aktor na scenie ;-) 
Jak widać – ‘challenge accepted’!
 Przystanek w Broadway.



Niestety nikt nie otworzył ;-)













sobota, 12 października 2013

On our way to school ...


Kilka zdjęć zrobionych w drodze na zajęcia:









Ten znak jest tutaj dość często spotykany. Jak widać na załączonym obrazku – mieszkańcy tego miasta bardzo dbają o wspólne dobro. Na początku wspominałam o inicjatywach - wolontariacie na rzecz środowiska, tutaj mamy przykład jak ludzie mieszkający w jednej części miasta potrafią wzajemnie się chronić. Tak więc nawet jeśli wyjeżdżasz i przebywasz poza domem przez jakiś dłuższy czas, twoi sąsiedzi ‘mają oko’ na Twój dom.








Zielone - idziemy, czerwone - stoimy - zupełnie jak u nas
(na szczęście!)



W przerwie na lunch (zaledwie 45 minut) szybki spacer w celu zakupienia biletu ;-) Po drodze napotykam kolejną ‘ciekawą’ wystawa - wywołała szeroki uśmiech na mojej twarzy - jak widać owca jest zdecydowanie bohaterką pierwszego planu ;-)





                                                              A tak pracuje nasza grupa!